Translate

niedziela, 23 sierpnia 2015

tom 2 cz.1 manga "Oblubienica czarnoksiężnika"

Hejka!!

I to by było na tyle, bo nie mam pojęcia co napisać. Napisałam, że będę pisać regularnie i tego nie zrobiłam. Mogłabym przepraszać, ale raczej nic to nie da, więc zamiast tego przejdę od razu do tematu posta. Nasza oblubienica. Tom drugi jest dostępny już od jakiegoś czasu. Ja też kupiłam go dość dawno, ale z powodu pewnych okoliczności nie mogłam Wam nic napisać.

Poprzednia część zakończyła się w momencie, gdy naszą piętnastoletnią Slay Vegę zaatakował Lenfred wraz ze swoim uczniem.
Już od pierwszej strony mamy nowe pojęcia. W tym przypadku Pilum Moralis. Co lub kto to jest? Nie wiem, ale nazwany tak został Elias. Dowiadujemy się też, że tajemniczy Lenfred jest sztukmistrzem. A żeby nie przeciągać i już w pierwszych stronach zafundować nam dużą dawkę informacji, mamy kolejną wiadomość, którą jest bardzo krótki żywot naszej małej Chise.
No ale czarnoksiężnik chyba nie da jej tak szybko umrzeć, nie? żeby się tego dowiedzieć musimy iść dalej. Uczeń Lenfreda tłumaczy nam na czym polega moc Slay Vegi, absorbują i wykorzystują bardzo dużą ilość mocy przez co ich ciała nie wytrzymują obciążenia i wszystkie funkcje życiowe zamierają. W każdym razie dzięki temu, że Chise się oswobodziła z ramion sztukmistrza, Elias mógł za pomocą swoich cienistych cierni ją uratować. Nie zwracając uwagi na gości, czarnoksiężnik wysyła Slay Vegę, aby dokonała rytuału oczyszczenia. I w końcu wpadamy w wspomnienia skażenia. Pierwsze co w nim widzimy to mężczyzna, który jest głównym problemem kotów. Jego żona jest słabego zdrowia, a on szukając dla niej lekarstwa, zwraca się do nieznanego, wędrownego sztukmistrza. Sama nie wiem czy to było mądre z jego strony, no ale szukał pomocy wszędzie, więc nie zwracał na to uwagi. Właśnie od niego Matthew dowiaduje się, że jest tylko jedno lekarstwo. Poważnie, żeby tak łatwo zaufać nieznajomemu. Jego żona Mina pewnego dnia go szukała, a mieszkańcy wioski wskazali jej las gdzie znalazła chatkę, a widząc tam siekierę swojego męża weszła do środka. To co tam zobaczyła.. wielu by przeraziło. Martwe koty. Przyznajcie się. ile z was pomyślało z czego mogło być to lekarstwo? Widocznie Matthew posunie się do wszystkiego, by wyleczyć Minę. Pomimo protestów, została zmuszona do zażycia lekarstwa. Lecz niestety zamiast wyzdrowieć, jej ciało dosłownie się roztopiło. Okazuje się, że sztukmistrz oszukał ich, żeby przeprowadzić eksperyment kondensancji duszy.Na szczęście dla innych ludzi nieudany. Matthew się załamał i niczym opętany poszedł po więcej kotów na lekarstwo. Zabił go tamtejszy król kotów, a za karę zamiast zwykłej śmierci został zapieczętowany. Po dowiedzeniu się jak powstało zakażenie oraz czym jest, Chise została poproszona przez duszę Miny, żeby ich zniszczyła, ale ona w całej swojej dobroci nie mogła tego zrobić, dlatego wykorzystując swoją moc wskazała im drogę do zaświatów. Po oczyszczeniu skażenia, Chise odeszła wraz z Eliasem i podczas rozmowy z nim dowiedziała się między innymi, że pozostały jej trzy lata życia. Lecz na chwilę obecną z powodu dużego zużycia mocy straciła tylko przytomność.

Na razie tyle. Postanowiłam podzielić ten tomik na dwie części, ponieważ są tam dwie dość rozbudowane historie, co widać wyżej jak dużo mi jedna zajęła. Tak więc druga będzie za tydzień. ;) Zacznie się od strony na obrazku obok, czyli rozdziału pod wdzięcznym tytułem "królowa wróżek".

Chciałam jeszcze podziękować Wam za odwiedzanie naszego bloga, bo zanim się obejrzałam, już przebiliście 1000 wyświetleń. Dziękuję bardzo, że pomimo naszej niesubordynacji wciąż nas nie porzuciliście. Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej i jak dobijecie do 2000 to blog będzie prowadzony regularnie i oczywiście.. dokładnie? ciekawie? W każdym razie będzie widać, że wkładamy w niego naprawdę dużo pracy. :)

Shiroxx
 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Naznaczony. Część pierwsza. ♥

Siemanko.. ;* Wracamy po dłuugiej przerwie. :o Jak tam mijają wakacje? Myślę, że dobrze. :3 No nicz wrzucam Wam tu moje stare opowiadanko. ;* 
Miłej lektury. ;*
______________________________
Naznaczony. Prolog.
Biegłem przez ciemny las. Nie wiedziałem jak długo przed NIMI uciekam. Nie miałem pojęcia kim byli i czego ode mnie chcieli, wiedziałem tylko, że są niezwykle niebezpieczni. Nie odwracając się, goniłem przed siebie ile sił w nogach. Żałowałem tego, że opuszczałem lekcje wychowania fizycznego. Gdy kroki za mną ucichły, zatrzymałem się, żeby chociaż na chwilę odpocząć i złapać oddech. Powietrze było wilgotne. Moje ciemne, krótkie włosy kleiły mi się do spoconego czoła. Wokół było czuć zapach stęchlizny i krwi. Nagle, tuż za moimi plecami usłyszałem trzask łamanej gałęzi. Odwróciłem się powoli w kierunku, z którego dobiegł mnie dźwięk. Serce dudniło mi w piersi. Było tak ciemno, że widziałem tylko kontury drzew, których cienie tworzyły rozmaite, przerażające kształty. W pewnym momencie zauważyłem, że zza jednego z nich wychodzą zakapturzone postacie. To byli ONI. W rękach trzymali długie miecze. Ogarnął mnie paraliżujący lęk. Nie mogłem ruszyć się z miejsca. Serce biło mi tak szybko, jakby chciało wydostać się z piersi. Broń nieznajomych emanowała demoniczną energią. Nie wiedziałem skąd posiadam wiedzę na ten temat, po prostu to wiedziałem. Ostrza ich mieczy mieniły sie na czerwono. Gdy zbliżyli je do twarzy, zamarłem. Z mojego gardła wydostał się stłumiony krzyk. ICH oczy były czarne, pozbawione białek. Usta mieli pozszywane, wykrzywione w przerażającym grymasie. Paraliż ustąpił jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Odwróciłem się i znów zacząłem biec nie zważając na ciernie raniące moja twarz, ręce i tors. Niestety ucieczka nie trwała długo. Zaplątałem nogę o jakieś pnącza. Upadłem, wbijając w ramię wystający z ziemi kawałek patyka. Poczułem przeszywający ból. Wydałem z siebie tylko ciche jęknięcie, gdyż nie miałem siły na krzyk. Wiedziałem, że to już koniec, że ONI mnie dorwą i wykończą. Słyszałem ICH kroki. Zbliżali się, byli tuż za mną. Mój oddech przyśpieszył tak jak i bicie serca. Gdy mieli zatopić ostrza mieczy w moich plecach, ktoś zeskoczył z drzewa na zakapturzone postacie. Czułem jak drży ziemia od upadków bezwładnych ciał zjaw. Odwróciłem się ostrożnie i wtedy go ujrzałem. Był piękny. Wysoki, jasnowłosy Anioł. Walczył z gracją, nadzwyczajną szybkością, sprawnością oraz precyzją. Posługiwał się bronią z niezwykłą lekkością. Zakapturzone postacie padały jedna po drugiej i rozpływały się w powietrzu, zostawiając przy tym zapach palonej siarki. Gdy zabił ostatniego stwora, spojrzał w moją stronę. Jego oczy były koloru bezchmurnego nieba. W ręce trzymał zakrwawiony sztylet, od którego bił jasny blask. Odciął nim pnącza, splątane na mojej nodze. Podszedł do mnie, dotknął krwawiącej rany, z której wystawał kawałek patyka, wymruczał coś pod nosem i odsunął rękę. Gdy spojrzałem na ramię zdziwiłem się, bo po ranie nie zostało śladu. Nieznajomy chłopak zrobił tak z pozostałymi skaleczeniami. Gdy skończył ujął moje dłonie. Pozwoliłem dźwignąć się z pytającym wyrazem w oczach. Chłopak przyciągnął mnie do siebie. Poczułem zapach szamponu, mydła i słońca. Nagle jego usta przywarły do moich sinych, popękanych warg. Serce galopowało mi w piersi. Poczułem smak czekolady. Odwzajemniłem pocałunek. Nieznajomy wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia i wsunął mi dłonie pod rozerwaną koszulkę. Jego palce były zimne. Naparł na mnie ciałem przyciskając do drzewa i żarliwie całując. Nie miałem nic przeciwko temu.
- Kim jesteś? - Zapytałem po chwili, odsuwając go od siebie.
-Aniołem... - odpowiedział.
Obudziłem się. To był tylko sen. Zły sen. Zauważyłem, że pościel jest mokra od potu. Podobnie jak koszulka klejąca się do torsu i pleców. Spojrzałem na zegarek, który leżał na szafce nocnej obok łóżka. Była druga nad ranem.
Koszmar ten nawiedzał mnie co noc, po obudzeniu się, na ustach czułem słodki smak czekolady, a w miejscu gdzie tkwił patyk, widniał dziwny Znak...

__________
Mam nadzieję, że się spodoba. :D Miłej lektury jeszcze raz. 
Pozdrawiam. Sousuke.