Miłej lektury. ;*
______________________________
Naznaczony. Prolog.
Biegłem przez ciemny las. Nie wiedziałem jak długo przed NIMI uciekam. Nie miałem pojęcia kim byli i czego ode mnie chcieli, wiedziałem tylko, że są niezwykle niebezpieczni. Nie odwracając się, goniłem przed siebie ile sił w nogach. Żałowałem tego, że opuszczałem lekcje wychowania fizycznego. Gdy kroki za mną ucichły, zatrzymałem się, żeby chociaż na chwilę odpocząć i złapać oddech. Powietrze było wilgotne. Moje ciemne, krótkie włosy kleiły mi się do spoconego czoła. Wokół było czuć zapach stęchlizny i krwi. Nagle, tuż za moimi plecami usłyszałem trzask łamanej gałęzi. Odwróciłem się powoli w kierunku, z którego dobiegł mnie dźwięk. Serce dudniło mi w piersi. Było tak ciemno, że widziałem tylko kontury drzew, których cienie tworzyły rozmaite, przerażające kształty. W pewnym momencie zauważyłem, że zza jednego z nich wychodzą zakapturzone postacie. To byli ONI. W rękach trzymali długie miecze. Ogarnął mnie paraliżujący lęk. Nie mogłem ruszyć się z miejsca. Serce biło mi tak szybko, jakby chciało wydostać się z piersi. Broń nieznajomych emanowała demoniczną energią. Nie wiedziałem skąd posiadam wiedzę na ten temat, po prostu to wiedziałem. Ostrza ich mieczy mieniły sie na czerwono. Gdy zbliżyli je do twarzy, zamarłem. Z mojego gardła wydostał się stłumiony krzyk. ICH oczy były czarne, pozbawione białek. Usta mieli pozszywane, wykrzywione w przerażającym grymasie. Paraliż ustąpił jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Odwróciłem się i znów zacząłem biec nie zważając na ciernie raniące moja twarz, ręce i tors. Niestety ucieczka nie trwała długo. Zaplątałem nogę o jakieś pnącza. Upadłem, wbijając w ramię wystający z ziemi kawałek patyka. Poczułem przeszywający ból. Wydałem z siebie tylko ciche jęknięcie, gdyż nie miałem siły na krzyk. Wiedziałem, że to już koniec, że ONI mnie dorwą i wykończą. Słyszałem ICH kroki. Zbliżali się, byli tuż za mną. Mój oddech przyśpieszył tak jak i bicie serca. Gdy mieli zatopić ostrza mieczy w moich plecach, ktoś zeskoczył z drzewa na zakapturzone postacie. Czułem jak drży ziemia od upadków bezwładnych ciał zjaw. Odwróciłem się ostrożnie i wtedy go ujrzałem. Był piękny. Wysoki, jasnowłosy Anioł. Walczył z gracją, nadzwyczajną szybkością, sprawnością oraz precyzją. Posługiwał się bronią z niezwykłą lekkością. Zakapturzone postacie padały jedna po drugiej i rozpływały się w powietrzu, zostawiając przy tym zapach palonej siarki. Gdy zabił ostatniego stwora, spojrzał w moją stronę. Jego oczy były koloru bezchmurnego nieba. W ręce trzymał zakrwawiony sztylet, od którego bił jasny blask. Odciął nim pnącza, splątane na mojej nodze. Podszedł do mnie, dotknął krwawiącej rany, z której wystawał kawałek patyka, wymruczał coś pod nosem i odsunął rękę. Gdy spojrzałem na ramię zdziwiłem się, bo po ranie nie zostało śladu. Nieznajomy chłopak zrobił tak z pozostałymi skaleczeniami. Gdy skończył ujął moje dłonie. Pozwoliłem dźwignąć się z pytającym wyrazem w oczach. Chłopak przyciągnął mnie do siebie. Poczułem zapach szamponu, mydła i słońca. Nagle jego usta przywarły do moich sinych, popękanych warg. Serce galopowało mi w piersi. Poczułem smak czekolady. Odwzajemniłem pocałunek. Nieznajomy wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia i wsunął mi dłonie pod rozerwaną koszulkę. Jego palce były zimne. Naparł na mnie ciałem przyciskając do drzewa i żarliwie całując. Nie miałem nic przeciwko temu.- Kim jesteś? - Zapytałem po chwili, odsuwając go od siebie.
-Aniołem... - odpowiedział.
Obudziłem się. To był tylko sen. Zły sen. Zauważyłem, że pościel jest mokra od potu. Podobnie jak koszulka klejąca się do torsu i pleców. Spojrzałem na zegarek, który leżał na szafce nocnej obok łóżka. Była druga nad ranem.
Koszmar ten nawiedzał mnie co noc, po obudzeniu się, na ustach czułem słodki smak czekolady, a w miejscu gdzie tkwił patyk, widniał dziwny Znak...
__________
Mam nadzieję, że się spodoba. :D Miłej lektury jeszcze raz.
Pozdrawiam. Sousuke.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz