Trochę mnie nie było, ale powróciłam ;) Stwierdziłam (razem z Sousuke i Hitabą), że dodawanie tak często postów jest dość trudne z racji tego, że wciąż mamy szkołę no i szybko skończyłyby nam się tematy dla was ;) Dodatkowo może ureguluje to trochę czas wstawiania notek :P Moje teksty w miarę możliwości będą pojawiały się co sobotę. O swoich "dniach" Sousuke i Hitaba napiszą sami, bo pewnie ja im namieszam :) Może umieszczę czas wstawiania postów gdzieś jako info ogólne dla Was ;)

Dobra, koniec tej oficjalnej gadaniny. :D Przygotowałam dla was recenzję. Jak już pewnie zauważyliście w tytule posta, będzie to "oblubienica czarnoksiężnika" czyli w oryginale "mahou tsukai no yome" autorstwa Kore Yamazaki.
W końcu udało mi się kupić moją pierwszą mangę :3 Chociaż nie powiem, żebym planowała kupować konkretnie tę, ale okazji się nie przegapia, nie? ;) Nie żałuję zakupu ponieważ już wcześniej widziałam jej opis na necie i mnie trochę zaciekawiła, a po przeczytaniu jestem wręcz szczęśliwa, że ją kupiłam.
W naszym języku wydany został dopiero pierwszy tom, więc będę pisać odwołując się tylko do niego.
Manga opowiada historię Chise. Już na samym początku dowiadujemy się, że jest Slay Vegą. Ale kim tak naprawdę jest Slay Vega? Tego już nam do końca nie wyjaśniono. Wiemy za to, że nasza główna bohaterka jest sierotą, której matka nie żyje, a ojciec ją zostawił. Smutny żywot, nie? Na domiar złego krewni się jej pozbyli i wylądowała na aukcji żywym towarem. To dopiero dziewczyna ma pecha. No ale kto nie chciałby kupić ślicznej, młodej, rudowłosej dziewczyny, która na dodatek jest pożądanym przez wielu dziecięciem nocy, Slay Vegą? Wspomniałam już, że akcja dzieje się w świecie gdzie magia nie jest czymś wymyślonym, choć w tych czasach może nie aż tak powszechnym jak dawniej? Jeżeli nie, to właśnie napisałam. ;) Tak więc wracając do aukcji. Chise została kupiona za niewiarygodnie dużą sumę przez "nieśmiertelnego czarnoksiężnika-mizantropa". Gdy dotarli do jego domu, dowiedziała się, że wybrał ją na swoją uczennicę. Bardzo ciekawy zwrot akcji dla bohaterki, z prawie że niewolnicy na uczennicę czarnoksiężnika. Przeżywa u niego kilka ciekawych sytuacji, np. oświadczyny. Elias Ainsworth, jak przedstawił się czarnoksiężnik, jeszcze nie raz zaskakuje naszą Chise. Bo jak nazwać niespodziewany wyjazd na miesiąc miodowy ( choć wciąż ciężko nam się domyślić czy to prawda czy nie, bo po jego nic niewyrażającej twarzy, która jest właściwie jakąś czaszką? naprawdę? No cóż, przynajmniej nie popadniemy w monotonie z kolejnym cudownym i niewiarygodnym bishounenem.) (jak ktoś nie zauważył, to jest sarkazm ;) )) W każdym razie, miesiąc miodowy czy nie, to się okaże. Ale nie zatrzymujmy się tu, w końcu akcja idzie dalej i nie ma zamiaru się kończyć. Chise poznaje kogoś kto pomaga zrozumieć jej trochę magię. Lecz, tu mamy niespodziankę, nasza Slay Vega jako główna bohaterka jest potężniejsza niż zakładaliśmy. Po powrocie nasza rudowłosa istotka spotyka...księdza. Ksiądz i czarnoksiężnik. Może nie bardzo za sobą przepadają, ale to wciąż nietypowe połączenie. Jak się okazuje, Elias dostaje czasami misje, którymi kościół nie chce się zająć. I tu zaczynają się kolejne przygody dziecięcia nocy. Niekoniecznie w tej kolejności, ale spotykamy potem jeszcze, uwaga... smoki. Tak, dobrze widzicie. Do tego ostatnie na ziemi, a dokładniej ostatnią wioskę smoków. Widzimy chwilę bardzo rzadko pokazywaną ludziom (i innym gatunkom człekopodobnym lub też nie), w której uczestniczy nasza Slay Vega. Niezwykłe szczęście, no ale mamy tu potężnego, nieśmiertelnego czarnoksiężnika i główną bohaterkę, niemożliwe może być możliwe. Idąc dalej. Każdy wie, że koty mają dziewięć żyć. A gdyby tak dodać do każdego kolejnego życia jakiś dodatek lub umiejętność? Dowiadujemy się tu, że koty też mają władców, a niektóre potrafią nawet mówić. I pomimo, że to tylko koty, też mają swoje problemy i można by rzec, że nawet całkiem poważne. Dlatego wkracza do akcji nasza para, czyli mistrz ze swoją uczennicą. Dzięki zaklęciu chcą rozwiązać problem kotów. I w końcu. Pojawia się jakiś konkretniejszy wróg. Ale co to? czyżby koniec? Nie martwcie się, to nie koniec. Przecież to dopiero pierwszy tom. ;)
Na więcej musimy poczekać. Gdy już wydadzą tom drugi w naszym języku, postaram się go jakoś zdobyć i może pójdziemy dalej z opisem sytuacji z mangi.
Tutaj kończę moją recenzję. Bardzo polecam mangę osobom, którym nie straszny okultyzm i czarnoksiężnicy z czaszkami zwierząt zamiast głów. Jak powiedział sam autor: "czy jest coś lepszego od okultyzmu i rudych dziewczątek?" na dodatek połączonych w jednej mandze ;)
Łaaa ale się rozpisałam. Nie spodziewałam się, że tyle mi tego wyjdzie. Ale mam nadzieję, że Wam się podoba. Co by tu jeszcze... oczywiście przypominam, że komentarze naprawdę motywują twórców ;)
Na koniec jeszcze raz wspomnę, że moje posty będą pojawiać się w soboty. Jak dam radę. Możecie mi wtedy wysyłać tyle ponagleń ile chcecie. :D W końcu się zmobilizuję i coś napiszę.
Wiem, że nie chce Wam się czytań mojej paplaniny, więc kończę już na dzisiaj. O i ta notka nie jest w sobotę, ale to info dopiero dodałam i nie jest jeszcze aktualne ;)
Shiroxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz